Rezerwa Policji Państwowej - 1923-1939

    Początkowo przepisy nie przewidywały formowania jednostek przeznaczonych do zwalczania zajść ulicznych, dopiero burzliwe wystąpienia robotników, które jesienią 1923 roku doprowadziły  w Krakowie, Tarnowie i Borysławiu doprowadziły do starć zbrojnych z Policją i wojskiem, spowodowały wydanie przez ministra spraw wewnętrznych W. Kiernika 5.12.1923 zarządzenia w którym czytamy" "W związku ze stwierdzoną potrzebą utworzenia Rezerwowych Oddziałów Policji Państwowej, gotowych na wypadek masowego wystąpienia Policji w miejscowościach zagrożonych pod względem bezpieczeństwa, polecam jednocześnie Komendantowi Głównemu Policji Państwowej (...) niezwłocznie  oddziały takie sformować na terenie m. st. Warszawy oraz województw: łódzkiego, kieleckiego, lwowskiego, poleskiego, i wileńskiego". Zgodnie z zarządzeniem oddziały rezerwowe miały mieć charakter kompanii szkolnych, odbywających normalne szkolenie niższych funkcjonariuszy Policji Państwowej, a jednocześnie gotowe do działań w każdej chwili. W skład kompanii miało wejść 60 osób, a ze względu na ich szczególny charakter każda miała posiadać całkowity polowy ekwipunek. O ich użyciu do akcji decydował miał Komendant Główny Policji Państwowej (PP), po uzyskaniu jednak aprobaty ministra. W nagłych i wyjątkowych wypadkach kompanie rezerwy mogły przystąpić do akcji na terenie województwa w, którym zostały dyslokowane przez komendantów okręgowych, działających na polecenie wojewodów, jednakże o takim wypadku komendanci okręgowi i wojewodowie  byli zobowiązani natychmiast meldować telegraficznie swym przełożonym.

Ponieważ Oddziały Rezerwy powołano tylko w kilku województwach, z innych zaczęły napływać żądania utworzenia analogicznych jednostek. W związku z tym nowy Minister Spraw Wewnętrznych W. Sołtan pismem z 3.01.1924 wyjaśnił, że względy finansowe nie pozwalają na utworzenie w innych województwach Oddziałów Rezerwy, wyrażając jednocześnie zgodę na użycie kompanii rezerwy w województwach sąsiednich.

W ciągu następnych ośmiu lat, głównie wskutek trudności finansowych i ograniczeń etatowych, nie tworzono nowych Oddziałów Rezerwy. Gdy jednak w końcowej fazie wielkiego kryzysu ekonomicznego dochodziło do gwałtownych wystąpień robotniczych i normalne jednostki Policji nie były w stanie skutecznie interweniować, władze przystąpiły do organizowania nowych Oddziałów Rezerwy. Zarządzeniem z 27.09.2932 minister B. Pieracki powołał Rezerwę Szeregowych przy Komendzie Głównej PP w liczbie 120-180 osób siedzibą w Żyrardowie. Rozerwą tą dosponował minister, a przeznaczona była do "specjalnych zadań służby bezpieczeństwa, a w szczególności do czasowego wzmocnienia stanu liczbowego PP w poszczególnych województwach" Była to kompania podzielona na trzy plutony, gotowa w każdej chwili do wystąpienia, szeregowi byli skoszarowani. O jej przeznaczeniu świadczyło uzbrojenie i specjalne wyszkolenie do wali na bagnety, wali wręcz, walk ulicznych itp.

Na szeroką skalę zaczęto formować Oddziały Rezerwy w okresie wielkiego nasilenia wystąpień robotniczych i chłopskich. po 1935 roku/ 17.04.1936 r. ukazał się dekret prezydenta RP w sprawie zmiany przepisów o Policji Państwowej. Zmiana polegała na wprowadzeniu tzw. służby przygotowawczej dla kandydatów do PP, którzy pracowali w charakterze kontraktowych Policjantów. Dekret upoważniał Ministra Spraw Wewn. do używania tych kandydatów do służby w oddziałach specjalnych. Na tej podstawie minister W. Raczkiewicz zarządzeniem z 24.04.1936 r. powołał 5 kompanii Rezerwy Policyjnej, które stanowić miały w terenie "oddziały rezerwowe przeznaczone do specjalnych zadań służby bezpieczeństwa, a w szczególności do samodzielnego prowadzenia akcji dla utrzymania bezpieczeństwa, spokoju i porządku publicznego, we wszystkich tych wypadkach, w których siły miejscowe Policji mogłyby się okazać niewystarczające". O użyciu tych oddziałów decydował minister. Charakterystyczne było ich rozmieszczenie, mianowicie 3 kompanie stacjonowały w Warszawie, jedna w Łodzi, jedna w Częstochowie, a więc w ważnych ośrodkach robotniczych. Kompanie warszawskie (Golędzinów) stanowiły tzw. Grupę Rezerwy Policyjnej. Zarządzeniem z 12.08.1936 minister spraw wewn. powiększył liczbę kompanii rezerwy do siedmiu. Wszystkim nadano kryptonimy literowe i dokonano następującej ich dyslokacji:: kompanie A, B, C - Golędzinów; D- w Częstochowie; E- w Poznaniu, F- we Lwowie; G- w Krakowie. Wszyscy szeregowi rezerwy podlegali skoszarowaniu.

Dość trudny był problem rekrutacji do kompanii rezerwy. Szeregowi otrzymywali tam wprawdzie zakwaterowanie, wyżywienie, ale wynagrodzenie tylko 8 groszy dziennie, plus dodatek 45 zł miesięcznie. Były to warunki o wiele gorsze niż etatowych Policjantów, a wymagano od nich stałej gotowości bojowej i perfekcyjnego przygotowania do wystąpień podczas akcji. Odwołano się więc do sił zbrojnych.

20.04.1936 r. I wiceminister spraw wojskowych gen. Głuchowski wysłał pismo do dowódców okręgów korpusów informujące, że PP przyjmie pewną liczbę podoficerów i szeregowców nadterminowych do służby i polecające przesłać telegraficznie nazwiska ochotników, a następnie wysłać ich na koszt WP  do komendy PP m. st. Warszawy. Z biegiem czasu liczba kandydatów z wojska przekraczała możliwość przyjęcia do PP. Ta okoliczność znacznie ułatwiła tworzenie dalszych kompanii rezerwy. W 1937 roku powstała ósma kompania (H) w Gdyni i dziewiąta (I) w Białymstoku. W tym czasie kompanię D z Częstochowy przeniesiono do Herbów Starych. W 1938 roku utworzono dziesiątą kompanię rezerwy w Jarosławiu, w 1939 r. jedenastą w Herbach Starych i dwunastą w Poznaniu przeniesiono 5.03.1939 r. na stałe do Stanisławowa, trzynastą w Białymstoku, przeniesioną 3.04.1939 na stałe do Łucka. Ponadto w 1938 r. utworzono 3 szwadrony Rezerwy Policyjnej, a w 1939 r. utworzono dalsze 2 szwadrony. Oprócz kompanii i szwadronów rezerwy w 1937 r. utworzono przejściową kompanię specjalną w Mostach Wielkich, gdzie mieściła się Szkoła Policyjna.Liczebność poszczególnych kompanii rezerwy była różna, wahała się w granicach 100 osób, np. kompania E w Poznaniu liczyła 80 osób, trzy kompanie w Golędzinowie 320-360 osób. Wszystkie jednostki Rezerwy Policyjnej brały aktywny udział w tłumieniu wystąpień robotniczych, szczególnie podczas wielkich strajków, akcji pierwszomajowych oraz pacyfikacji wsi w okresie strajku chłopskiego. Dla zapewnienia większej skuteczności tych wystąpień minister F. Sławoj-Składkowski zabronił pismem z 27.04.1937 r. dzielenia kompanii podczas akcji na plutony, uważając, że "w akcji przeciwko tłumowi kompania stanowi najniższą jednostkę taktyczną"

tekst pochodzi z książki "Represje
policyjne wobec ruchu robotniczego 1918-1939"

Powyższy tekst należy uzupełnić o informacje na temat wyposażenia jakim posługiwali się Policjanci Oddziałów Rezerwy. Policjanci byli umundurowani w zwykłe mundury Policji Państwowej. W czasie wystąpień przeciwko tłumowi Policjanci byli wyposażani w hełmy, jednak tych zawsze był niedobór. Pierwszymi hełmami używanymi w Oddziałach Rezerwy PP były hełmy francuskie wz.15, pojawiły się one na początku lat 20-tych. Na hełmach tych zazwyczaj mocowano metalowe orły państwowe, jednak były też hełmy niemieckie bez emblematu orła. Później pojawiły się hełmy niemieckie i nieznacznie się różniące - hełmy austryjackie wz. 17. Zazwyczaj z przodu umieszczany był dużych rozmiarów orzeł państwowy. Hełmy te były koloru czarnego lub ciemnogranatowego Po uruchomieniu produkcji polskich hełmów wz. 31 PP przyjęła również ten tym hełmów i w przyszłości zamierzała zastąpić nimi całkowicie hełmy niemieckie i austryjackie. Oddziały Rezerwy PP posiadały także metalowe pancerze chroniące tors i metalowe tarcze. Jednak było tego zaledwie 450 sztuk. Do rozpraszania manifestacji Funkcjonariusze używali gumowych pałek, a także kolb karabinów, bagnetów, oraz ostrej amunicji. Co ciekawe - w Warszawie Oddziały Rezerwy posiadały armatkę wodną produkowaną przez zakłady "Ursus". W tamtym czasie pojazd ten nazywano "tankiem wodnym", spotyka się także określenie "wóz-hydrant", natomiast w żargonie warszawiaków pojazd ten to "kaczka".

Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej - 1956-1989

Na mocy Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) 7-mego października 1944 roku powołana zostaje Milicja Obywatelska. Jest to formacja paramilitarna, mająca za zadanie ochronę ładu i porządku publicznego, strzeżenie bezpieczeństwa obywateli.

Początkowo MO, nie posiadała pododdziałów zwartych - pierwsze lata Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to okres stalinizmu, kiedy kierownictwu Partii wydawało się, że aparat Urzędu Bezpieczeństwa (UB) trzyma w ryzach społeczeństwo, przez co nie ma zagrożenie masowymi wybuchami społecznego niezadowolenia. Uważano, że takowe, są domeną państw kapitalistycznych. "Poznański czerwiec" 1956 roku zweryfikował te poglądy, ponadto te wydarzenia, a także parę innych incydentów o mniejszej skali - w Bydgoszczy i Szczecinie - ukazała całkowite nieprzygotowanie MO do działania w formacjach zwartych. Należy w tym miejscu dodać, że w tym czasie Milicjanci nie byli wyposażeni w pałki, gdyż te we wczesnym okresie powojennym były kojarzone z cieszącą się złą sławą Policją Granatową.

Po tych wydarzeniach, jeszcze przed październikiem 1956 roku przystąpiono do tworzenia "oddziałów rezerwy milicyjnej" (trudno nie dostrzec pewnej analogii do przedwojennych Oddziałów Rezerwy Policyjnej). 14 grudnia - po rozbiciu demonstracji przez MO w Szczecinie, ówczesny Pierwszy Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) - Władysław Gomółka stwierdził "Chodzi o to, ażeby terenowe władze rozporządzały sprawną, ruchomą, w każdej chwili gotową rezerwą milicyjną, którą można będzie użyć w kazdej chwili, gdzie zajdzie potrzeba. (...) Zatem na odcinku państwowym, najważniejsze zadanie, które stoi w tej chwili przed nami, to jest usprawnienia aparatu władzy, aparatu siły, którym każde państwo rozporządzać musi". W związku z tym Komendant Główny MO - gen. Ryszard Dobieszak wydał rozkaz o organizowaniu zwartych oddziałów milicyjnych, które ostatecznie otrzymały nazwę Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej - ZOMO. Zmotoryzowane - dlatego, że miały być one w każdej chwili gotowe do działania i szybko przemieszczać się w miejsce gdzie były potrzebne, Odwody - gdyż ZOMO miało być rezerwą milicyjna, której można użyć w każdej chwili, bez uprzedniego organizowania milicjantów w pododdział zwarty. Należy tutaj zaznaczyć, że rozpraszanie manifestacji, nie było jedynym celem powołania Zmotoryzowanych Odwodów MO - funkcjonariusze ZOMO, mieli także prowadzić akcje ratunkowe w czasie katastrof lub klęsk żywiołowych, a także prowadzić inne działania gdzie potrzebna jest duża ilość milicjantów - np. przeczesywanie terenu w poszukiwaniu osób zaginionych, prowadzenie pościgów za groźnymi przestępcami itp. - ponadto Milicjanci z ZOMO na codzień mieli pełnić normalną służbę patrolową. Wyjściowa pula etatów w ZOMO miała liczyć 6 600 funkcjonariuszy, jednak w późniejszych czasach liczba ta była wielokrotnie przekraczana. Jedna z pierwszych jednostek tego typu powstała w Golędzinowie pod Warszawą, stad też początkowo funkcjonariuszy ZOMO nazywano potocznie "chłopcami z Golędzinowa". W Krakowie utworzono batalion rezerwowy ZOMO, natomiast  do Białegostoku skierowano słuchaczy Szkoły Oficerskiej MO (SOMO) ze Szczytna. Jednostki ZOMO powstawały także w innych większych miastach Polski, m.in. w Katowicach,   Częstochowie, Gdańsku. Organizowaniu ZOMO spory rozgłos nadało pismo milicyjne "W Służbie Narodu", gdzie fotoreportaże ukazujące tworzenie nowych oddziałów MO, przeplatane były artykułami przypominające "chuligańskie" zajścia z końca 1956 roku. Formowanie oddziałów zwartych przebiegało szybko; do służby w ZOMO zgłaszali się zdemobilizowani oficerowie Wojska Polskiego, Milicjanci innych służb, a także pracownicy rozwiązanego 13 Listopada 1956 roku Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego. Poraz pierwszy ZOMO ukazało się w całej okazałości na ulicach polskich miast 20 stycznia 1957 roku, w dzień wyborów do sejmu. Był to prawdziwy pokaz siły - ulice miast i miasteczek przemierzały samochody ciężarowe (w większości wypożyczone od Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - KBW - i wojska), w których siedzieli uzbrojeni w broń automatyczną zomowcy.

Zomowcy początkowo wyposażeni byli jedynie w gumowe pałki (wśród których wyróżniamy długie i ciężkie pałki szturmowe pieszczotliwie nazywane "lolami", oraz krótkie pałki patrolowe nazywane potocznie "bananami") i metalowe hełmy. W tym czasie formacje ZOMO były intensywnie szkolone i przygotowywane do walk ulicznych. W celu lepszego zapoznania się z taktyką rozpraszania tłumów w maju 1957 roku grupa wyższych oficerów MO udała się do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD). Tamtejsza Volkspolizei (Policja Ludowa) posiadała doskonale zorganizowane pododdziały zwarte stworzone po rewolcie berlińskiej w 1953 roku. Szczególne uznanie polskich oficerów wzbudziła trzynastotonowa armatki wodne produkowane przez zakłady "IFA". Armatki te potrafiły miotać wodę pod ciśnieniem 18-22 atmosfer, na odległość 30 metrów. Podjęto wówczas decyzję o zakupieniu tych urządzeń, które w Polsce otrzymały nazwę PSG-5 (Pojazd Specjalny G-5). Pod koniec lat 60-tych ZOMO otrzymało Ręczne Wyrzutnie Granatów Łzawiących (RWGŁ) zbudowanych na bazie kałasznikowa. W początkowym okresie swojego istnienia funkcjonariusze ZOMO umundurowani byli w zwykłe mundury milicyjne. W marcu 1968 roku doszło w Warszawie i kilku innych miastach do walk ulicznych, które w głównym stopniu spowodowane były zawieszeniem wystawiania w Teatrze Narodowym "Dziadów" Adama Mickiewicza. Interweniować musiało ZOMO. W czasie tych wydarzeń zasłynął ówczesny Komendant Wojewódzki MO - płk. Henryk Słabczyk, który był autorem zastosowania przeciw manifestantom szyku "klina", w celu podzielenia tłumu na mniejsze grupy, co ułatwiało jego rozproszenie. Po wydarzeniach marca 1968 roku, wyposażenie ZOMO  uległo dalszemu unowocześnieniu - wprowadzono, nowe, bardziej funkcjonalne w warunkach bojowych mundury polowe "moro", oraz - na wzór Policji zachodnich - tarcze ochronne. Oddziały ZOMO były przez cały czas intensywnie szkolone, a poziom ich sprawności budził zainteresowanie najwyższych władz partyjnych, np. wielkie ćwiczenia "Dunajec'69", które odbyły się na lotnisku w krakowskich Czyżynach nadzorowali - Minister Spraw Wewnętrznych - Kazimierz Świtała, oraz Władysław Kruczek - członek Biura Politycznego.

Grudzień 1970 roku to jedna z najtragiczniejszych dat we współczesnej historii Polski. Na wybrzeżu wybuchły zamieszki spowodowane w głównym stopniu podwyżką cen artykułów żywnościowych. Siły MO okazały się zbyt małe, aby opanować zamieszki - do akcji wkroczyło wojsko. Polała się krew, było mnóstwo rannych, po obu stronach. Za główne przyczyny tak tragicznych wydarzeń, należy uznać:

1. Konfrontacyje stanowisko władz, które na samym początku odrzuciły możliwość dialogu z protestującymi

2. Chaos w systemie kierowania siłami porządkowymi, spowodowany istnieniem dwóch lub nawet trzech ośrodków dowodzenia.

3. Użycie w bezpośrednich starciach żołnierzy WP, którzy byli całkowicie nieprzygotowani do walki z tłumem. Wbrew powszechnie panującej opinii, więcej ofiar spowodowało używanie broni palnej przez wojsko niż Milicję.

4. Słabe przygotowanie MSW do tłumienia protestów na tak wielką skalę, zgromadzenie zbyt małej ilości środków chemicznych i niektórych rodzajów wyposażenia - np. polewaczek, które są szczególnie skuteczne w porze zimowej.

W wyniku wydarzeń grudnia 1970 roku zmieniło się kierownictwo Partii - na jej czele stanął, młody, pomysłowy Edward Gierek. Na kilka lat znacznie poprawiło się życie Polaków, zapełniły się półki w sklepach, budowano nowe osiedla, fabryki, zakłady pracy. Polsce otworzyło się "okno na zachód". Procesy modernizacyjne epoki "gierkowskiej" nie ominęły także ZOMO. Po wydarzeniach grudniowych oddziały ZOMO zostały zreorganizowane i rozbudowane liczebnie - powstały tzw. Bataliony Centralnego Podporządkowania (BCP), gdzie młodzi ludzie zaczęli odrabiać zasadniczą służbę wojskową. W ten sposób zmotoryzowane odwody uległy niemal dwukrotnemu powiększeniu, dzięki czemu stały się bardziej dyspozycyjne. Na początku lat 70 na wyposażenie ZOMO wprowadzono armatki wodne polskiej produkcji "Hydromil1", zbudowane na podwoziu Stara. Miały one zastąpić przestarzałe już polewaczki PSG-5. Mniej więcej w tym czasie zakupiono także w Austrii supernowoczesne - jak na tamte czasy - armatki wodne Steyera. Podczas zamieszek w Radomiu i Ursusie w 1976 roku (rozruchy te były spowodowane podwyżkami cen) zomowcy rozpraszali tłum w kaskach z przyłbicami z pleksiglasu. Mniej więcej w tym czasie pojawiły się przeźroczyste tarcze, również wykonane z pleksiglasu. Od połowy lat 70-tych ZOMO były bez wątpienia najlepiej wyszkoloną i wyposażoną tego typu formacją w krajach socjalistycznych i jedną z lepszych w Europie. Z krajów zaprzyjaźnionych z PRL, przyjeżdzały delegacje tamtejszych MSW, aby zapoznać się ze sposobem organizacji ZOMO. Urządzano dla nich nawet specjalne ćwiczenia, np. w 1980 roku dla Bułgarów w Krakowie, czy w 1986 roku dla Kubańczyków w Poznaniu. Podobno na bazie naszego ZOMO szkolone były oddziały szturmowe francuskiej Policji - CRS. Jest to dość ryzykowne stwierdzenie, jednak faktem jest że w I połowie lat osiemdziesiątych model szkolenia zawodowego obowiązujący w polskiej milicji był jak na ówczesne czasy bardzo nowoczesny (również co do wykorzystywanych środków technicznych i pomocy dydaktycznych). Udało mi się uzyskać informację, że, że francuzi zmodyfikowali nasz model szkolenia dostosowując go do swoich potrzeb - inny system naboru kandydatów do służby.

Początek lat 80-tych to powstanie Solidarności (31 sierpień 1980 roku) - związku zawodowego, który odegrał kluczową rolę w najnowszej historii Polski. Solidarność w okresie legalnej działalności zrzeszała 50% ludzi czynnych zawodowo!!! Lata 1980 - 1981 to gorący okres, w czasie którego dochodziło do wielu walk ulicznych. Napięcie w kraju rosło, Związek Radziecki z niepokojem patrzy na wzrost znaczenia Solidarności, była ona poważnym zagrożeniem dla socjalizmu w Polsce - realne było zagrożenie interwencją Radziecką. W związku z tym generał Wojciech Jaruzelski, który w tym czasie piastował  kluczowe stanowiska w kraju - I Sekretarza PZPR, Przewodniczącego Rady Państwa oraz Ministra Obrony Narodowej - wprowadził 13 grudnia 1981 roku stan wojenny w Polsce. Władzę w kraju przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). Internowano tysiące działaczy Solidarności, którzy zostali przetrzymywani w specjalnych ośrodkach odosobnienia, wprowadzono godzinę milicyjną od 22 w nocy do 6 rano, ograniczone zostały prawa człowieka, zakłady pracy zostały zmilitaryzowane, zawieszone zostało prawo do strajków. Te jednak wybuchały. Do ich likwidowania używane było ZOMO i wojsko. Najtragiczniejszy epizod stanu wojennego rozegrał się na Śląsku - 16 grudnia w kopalni "Wujek" w Katowicach, gdzie Pluton Specjalny ZOMO w niedokońca wyjaśnionych okolicznościach otworzył ogień do górników. Dziewięciu z nich zginęło.

W pierwszych tygodniach stanu wojennego ZOMO w ramach bratniej pomocy dostało od Czachosłowackiej Milicji (VB) armatki wodne Tatra, które były zupełnie nieudane konstrukcyjnie - mogły miotać wodę tylko po uprzednim zatrzymaniu się, ponadto miały słabo opancerzone wieżyczki ze strzelcami. Natomiast z ZSRR ZOMO otrzymało transportery BTR-60 BP (BTR - w Polsce czasami tłumaczy się ten skrót jako Bojowy Transporter Rozpraszający, jednak nie ma on nic wspólnewgo z rxzeczywistą nazwą tego pojazdu) z NRD natomiast polscy milicjanci otrzymali dużą ilość granatów łzawiących RWK, które po odpalaniu rozgrzewały się do 300 stopni Celsjusza, co uniemożliwiało ich odrzucenie. W sumie jednak modernizacja ZOMO w epoce Jaruzelskiego miała ograniczony zasięg, z powodu braku pieniędzy. Gwałtowny wzrost liczby manifestacji ulicznych w latach stanu wojennego (który formalnie został zniesiony w 1983 roku), zmusiło władzę do uzupełnianiania oddziałów  ZOMO formacjami pomocniczymi - Nieetatowymi Oddziałami MO (NOMO) oraz Rezerwowymi Oddziałami MO (NOMO).

W 1983 roku zomowców zaczęto wyposażać w nagolenniki oraz, nowe, głębsze kaski - z początku były to białe kaski zakupione w NRD (więcej w dziale "Wyposażenie") później - ok. 1984 roku pojawiły się kaski wz.83 produkowane - podobnie jak wcześniejsze wzory - w Kaliskich Zakładach Przemysłu Terenowego. Było to związana z najczęściej ponoszonymi obrażeniami w czasie walk ulicznych. Około połowy lat 80-tych zaczęły pojawiać się  kamizelki szturmowe chroniące przed uderzeniami - tzw. "żółwie". Do rozpędzania manifestacji ZOMO otrzymały zbudowane na podwoziu Jelcza, nowe armatki wodne "Hydromil2". Nawiasem mówiąc były one łudząco podobne do Steyerów. Ponadto Pluton Specialny ZOMO, który w mniejszym stopniu także był wykorzystywany podczas zamieszek, miał na wyposażeniu strzelby - Miotacze Pocisków Gumowych (MPG) - z których miotano gumowe lub plastikowe pociski niepenetrujące. W 1984 roku ZOMO otrzymało Automatyczne Wyrzutnie Granatów Łzawiących (AWGŁ) były to pięciolufowe wyrzutnie - lufy mają długość 100 cm, każda ma oddzielny magazynek na 5 granatów łzawiących, oraz oddzielny magazynek na ślepe naboje. Urządzenie spustowe jest tak skonstruowane, że po odpowiednim ustawieniu możliwe było strzelanie ze środkowej lufy, trzech luf wewnętrznych lub wszystkich 5 naraz. Była to prawdziwa "maszyna do gazowania" - 25 UGŁów (Uniwersalnych Granatów Łzawiących) wystrzeliwała w ciągu 2-3 sekund. AWGŁ-y są montowane na autach terenowych UAZ - popularnie zwane "gaziki". Możliwe jest zdemontowanie lufy, tak aby można było z niej strzelać ręcznie. Warto też wspomnieć o wypożyczonych od LWP pojazdach-dmuchawach "WUS". Były to specjalne pojazdy, które na lotniskach wojskowych służyły do odladzania pasów startowych, w ZOMO natomiast miotano nimi gaz łzawiący. Na wyposażeniu ZOMO znajdowały się także - nigdy nie wykorzystane - miotacze gazów zamontowane na Żukach. 

Rok 1989 był przełomowy dla Polski i Świata. Obalony został komunizm. W Polsce obyło się to drogą pokojową - strona rządowa z opozycyjną prowadziła rozmowy przy "Okrągłym Stole". W wyniku tych rozmów 4 czerwca 1989 roku odbyły się pierwsze półwolne wybory do Sejmu PRL. 19 lipca generał Jaruzelski został pierwszym Prezydentem PRL. Niemniej jednak oddziały ZOMO dalej wysyłane były na ulicę - np. rozpraszano manifestacje przeciwko ZSRR, które  w tamtym okresie mogły bardzo zaszkodzić przemianom jakie się odbywały. Nie wszyscy dobrze przejęli kandydaturę gen. Jaruzelskiego na Prezydenta. 30 kwietnia w Warszawie ZOMO użyto przeciwko manifestującym kandydaturze Generała. Operacja ta otrzymała kryptonim "Veto1". Następna manifestacja pod hasłem "Jaruzelski musi odejść" odbyła się 3 lipca 1989 roku, akcja ZOMO otrzymała kryptonim "Veto2" - był to ostatni przypadek użycia ZOMO przez rząd komunistyczny.

7 lipca 1989 roku Zmotoryzowane Odwody MO przestały istnieć, jednocześnie gen. Czesław Kiszszak podał informację o redukcji etatów w ZOMO. W ich miejsce zaczęto tworzyć Oddziały Prewencji Milicji Obywatelskiej (OPMO). Początkowo zmieniła się tylko nazwa i wkrótce Ci sami funkcjonariusze wyszli na ulice. 

Oddziały Prewencji Policji - 1999 - do chwili obecnej

6 kwietnia 1990 roku w miejsce Milicji Obywatelskiej utworzona zostaje Policja Państwowa, a jej oddziałami zwartymi są Oddziały Prewencji Policji. Początkowe lata Policji jest to okres rozliczania krzywd i "zabaw" tą formacją. Bardziej powściągliwa postawa służ porządkowych sprawiła, że w dotychczasowej historii Polski nie doszło do zamieszek na taką skalę jak np. w latach 80 (wyjątkami są zamieszki w Słupsku, w styczniu 1998 roku, manifestacja górników w 11 września 2003 roku, ewentualnie niektóre blokady dróg organizowane przez rolników). Mając w pamięci nie zawsze do końca zgodne z prawem działania MO, Policjantom w pewnym sensie "wiąże się ręce" paragrafami, co w wielu przypadkach uniemożliwia jej skuteczne działanie. W kraju wzrasta przestępczość.  Mafia w Polsce staje się coraz groźniejsza, znaki o sobie dają znać subkultury młodzieżowe. Nikt zbytnio nie zawraca sobie głowy aby walczyć z patologiami wśród młodzieży, której pewne kręgi stają się coraz bardziej agresywne - co dziś każdy z nas może zaobserwować na ulicy. W drugiej połowie lat 90 poważnym problemem stają się pseudokibice piłkarscy, którzy przy okazji meczów piłkarskich wywołują burdy na stadionach i poza nimi. Po meczach piłkarskich i demonstracjach ulicznych są dziesiątki rannych Policjantów. W październiku 1997 roku na meczu Arka Gdynia - Lechia Gdańsk dochodzi do pierwszego przypadku użycia broni gładkolufowej na stadionie. 

W przypadku OPP sytuacja zaczyna się poprawiać po zamieszkach w Bartoszycach, gdy 81 Policjantów zostaje rannych po próbie rozbicia blokady drogi. Po tych wydarzeniach można zaobserwować bardziej zdecydowane i skuteczne działania Policji w walce ze stadionowym chuligaństwem. Obecnie dzięki zdecydowanym działaniom Oddziałów Prewencji Policji, w porównaniu z latami 90 na stadionach jest o wiele bezpieczniej, natomiast o dobrym wyszkoleniu naszych Policjantów może świadczyć fakt, ze na bazie polskich Oddziałów Prewencji tworzone są oddziały szturmowe Policji w Estonii, która wcześniej nie posiadała takich oddziałów. Ponadto Estończycy zakupili w Polsce sprzęt, w który wyposażone są nasze Oddziały Prewencji. Zdecydowana postawa OPP sprawia, że w ostatnich latach większość różnego rodzaju manifestacji przebiega spokojnie, a kiedy trzeba interwencji Policji, ilość rannych jest minimalna (pomijając wcześniej wspominaną manifestację górników - 11 września).

Pod koniec należy poświęcić uwagę modernizacji sprzętu Oddziałów Prewencji Policji w latach 1990 - 2003. Na początku tj. do ok. 1997 roku Policjanci z OP mają sprzęt "odziedziczony" po ZOMO. Mniej więcej około 1997 roku krótkie pałki patrolowe "banany" zostają powoli zastąpione pałkami typu tonfa, która służy do zadawania różnego rodzaju chwytów. Mniej więcej w tym czasie pojawia się nowa broń gładkolufowej - strzelba Mosberg, która powoli wypiera Miotacze Pocisków Gumowych. Szare mundury polowe, pamiętane z czasów ZOMO, zostają powoli zamieniane na nowe czarne moro. W 1998 roku na wyposażeniu OPP zaczynają powoli pojawiać się pałki szturmowe nowego typu - mają one ok. 80 cm, są wykonane z gumy, lecz w przeciwieństwie do poczciwej "loli" są sztywne. Rok 1999 to swojego rodzaju inwazja nowego sprzętu. Pojawiają się zupełnie nowego typu kaski szturmowe RSP 14/2, kapitalne przeźroczyste i wytrzymałe tarcze z uchwytem nowego typu. Stare "żółwie" zostają wymieniane na nowe kamizelki szturmowe, o innym kroju i specjalną klapą chroniąca krocze. Nowym elementem wyposażenia są nałokietniki, które można także stosować jako nagolenniki. 

Mimo tych wszystkich zmian - charakter i zadania formacji zwartych Policji w Polsce pozostał taki sam. Nie należy przekreślać wszystkich ludzi, którzy służyli w ZOMO, czy Milicji, gdyż bez nich nie byłoby mowy o współczesnej Policji, która została stworzona dzięki tym ludziom. Na całym świecie, w najbardziej demokratycznych krajach istnieje odpowiednik ZOMO, i nigdzie nie są tego typu oddziały zbyt lubiane. Niemniej jednak bez takich oddziałów każdy kraj pogrążyłby się w chaosie i bezprawiu. ZOMO przez trzydzieści trzy lata swojego istnienia wyrządziły wiele złego, w wielu wypadkach zomowcy nadużywali swoich uprawnień, zachowywali się prowokacyjnie. Niemniej jednak zrobiły wiele dobrego - codziennie patrolując ulice polskich miast, zabezpieczając mecze piłkarskie i inne imprezy sportowe, podczas których zakłócenia porządku czy burdy były naprawdę drobnymi incydentami. Nie mówiąc już o wspomnianych na stronie głównej - opiece nad domami dziecka i organizowaniu "białych niedziel" w mniejszych miejscowościach. Ileż istnień ludzkich i ich dorobku uratowali zomowcy prowadząc akcje ratunkowe w czasie powodzi i innych klęsk żywiołowych. Wszystkie pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny z wielkim poświęceniem zabezpieczane były przez Milicjantów z ZOMO. O tym także należy pamiętać. Ludźmi którzy służyli w ZOMO, dzięki ich sprawności i wyszkoleniu - nie powstydziłaby się żadna Policja zachodnia, niestety formacja ta nie zawsze była wykorzystywana w prawidłowy sposób i w słusznych celach.

Opracował: zomol