Żyleta, nabójka i psy


 
Włodzimierz Nowak, Jacek Hugo-Bader, Katarzyna Surmiak-Domańska 14-06-2004, ostatnia aktualizacja 14-06-2004 13:08

Reporterzy "Dużego Formatu" - Katarzyna Surmiak-Domańska, Włodzimierz Nowak i Jacek Hugo-Bader byli jednocześnie kibicami Legii i Widzewa oraz policją

Nowak "Hooligan": "Siedmiuset bandytów z Widzewa przyjedzie dziś do stolicy" - ostrzegały wtorkowe gazety. Byłem jednym z nich. Kiedy na Centralnym cały pociąg pod specjalnym nadzorem darł się przez okna "Łódzcy kibice p... Polski stolicę", w telegazecie pojawiły się pierwsze informacje, że wieziemy tasaki, siekiery i noże.

Bader "Pies": Kibole Legii ryczą: "Białe kaski robią laski!". Policjanci mają białe kaski. Ja nie mam, ale stoję razem z nimi. Nie damy się podpuścić.

Kaśka "Żyleta": Kibice Legii dookoła mnie śpiewają: "Widzew k...się ostatni rok w ekstraklasie". Po piątej bramce dla naszych ktoś rzuca: - No dobra, Żydzi do gazu, my do domu

Przed meczem. Adrenalinka i awanturka

Nowak "Hooligan": Przymierzam czerwoną czapeczkę z napisem "Widzew" (15 zł). - W taki czerwony łeb łatwo trafić kamieniem. Zanim się obejrzysz, Legia zrobi ci stonogę. No, skopią cię, chłopie - tłumaczy "Bolec". - To może koszulka albo szal? - przebieram w sklepiku pod stadionem. - Jakby co, to rzucę i w nogi. - Barw się nie rzuca - krzywi się "Bolec', ale w końcu zabierze mnie na Legię.

Bader "Pies": Pobudka 5.30. Śniadanie (płatki owsiane, twarożek, dżem) i odprawa w świetlicy kompanii. Ławki szkolne, biurko nauczyciela, tablica, sztuczny kwiatek i "szafa biblioteczna" bez jednej książki (tylko "Polityka" z lutego).

- Proszę, tutaj pan posterunkowy Czernikiewicz Paweł nam przypomni przypadki użycia pałki służbowej - sierżant sztabowy Waliszewski Arkadiusz wywołuje pierwszego do odpowiedzi.

- Pałkę służbową używamy w następujących przypadkach - recytuje z pamięci Czernikiewicz Paweł - odpieranie czynnej napaści, pokonanie czynnego oporu, przeciwdziałanie niszczenia mienia albo kiedy uprzednie zastosowanie siły fizycznej okazało się bezskuteczne.

Kaśka "Żyleta": "Spider" przez ostatni rok na starej maszynie swojej mamy uszył z kolegami 5 kilometrów flagi w barwach Legii. Więcej niż mama przez kilkanaście lat. - Można by komuś zlecić to szycie, ale satysfakcja nie ta.

"Spider" wprowadzi mnie na "żyletę".

Nowak "Hooligan": "Bolec" ma w domu jeden z pierwszych widzewskich szali, dziergany na domowym krośnie. Wtedy nie było jeszcze firm, które na akcesoriach dla kibiców robią fortuny. Przez ten szal "Bolec" został w drugiej klasie technikum. Założył się z kolegą: "Jak wyskoczę z okna na podstawach konstrukcji maszyn, dajesz szal". Kiedy nauczycielka pisała na tablicy, "Bolec" skoczył z pierwszego piętra. Pech. Jak mijał okno na parterze, zobaczył go facet od PO.

Bader "Pies": Dobrze. Proszę usiąść. Teraz, proszę tutaj, pan posterunkowy Szwedo Marcin przypomni mam przypadki użycia broni służbowej.

- Broni służbowej używamy, kiedy środki przymusu bezpośredniego okazały się niewystarczające lub ich użycie ze względu na okoliczności danego zdarzenia nie jest możliwe.

- Bardzo dobrze - chwali sierżant sztabowy Waliszewski.

Nowak "Hooligan": Pierwszy raz na Widzewie "Bolec" był w 1978 z tatą, inżynierem włókiennikiem (derby z ŁKS-em, 1:0 dla Widzewa). Miał cztery lata, zadawał głupie pytania: "Tata, kto to jest Marchewka?" (potem piłkarz Marchewka zmienił nazwisko na Jeżewski).

Kaśka "Żyleta": "Spider", 24 lata, ultras, członek Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa Sekcji Sympatyków, student prawa. Będzie adwokatem, na razie obowiązki w Sekcji nie pozwalają mu napisać pracy magisterskiej - o przestępczości zorganizowanej.

Nowak "Hooligan": Każdy klub ma na swoim stadionie święte miejsce. Legia ma "żyletę". ŁKS "galerę", Wisła słynną "dziesionę" a Widzew "pod zegarem". Tam siada młyn - najwierniejsi kibice.

Bader "Pies": - Przypominam teraz "zadania stałe" - mówi sierżant i zerka do ściągi. - Reagować na wszelkie przestępstwa i wykroczenia. Zatrzymywać sprawców przestępstw i wykroczeń na gorącym uczynku i w bezpośrednim pościgu. Legitymować osoby policyjnie podejrzane.

Policjanci notują.

- W przypadku zamachu terrorystycznego natychmiast informować.

 

Policjanci notują.

Kaśka "Żyleta": Pierwsza wyprawa "Spidera" na stadion Legii: -1993 rok, 11 marca, Legia - Jagiellonia 1:0. Miałem 13 lat, poszedłem z kolegą i jego tatą.

Z meczu nie zapamiętał wiele. Więcej z tego, co się działo na trybunach. - To, że stanowimy jedność. Pasja, hałas, adrenalinka, awanturka.

Bader "Pies": - Proszę zanotować. Przekazuje telefonogram. W dniu wczorajszym w Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze podczas pobytu na placu spacerowym obywatel Armenii Simon Vukajostan dokonał samouwolnienia poprzez pokonanie trzech stref ogrodzeń z siatki metalowej i oddalił się w nieznanym kierunku.

Wyznaczeni do patroli policjanci podchodzą kolejno do sierżanta sztabowego Waliszewskiego, który sprawdza ich notatki, stempluje i podpisuje. Reszta do 15 ma czas wolny. O godz. 16 14 kompanii prewencji Komendy Stołecznej (w każdej około setki ludzi) ma być na stanowiskach wokół stadionu Legii. O 19 rozpoczyna się mecz "podwyższonego ryzyka" Legia Warszawa - Widzew Łódź.

Przed meczem. Obrazy, petardy i bengale

Nowak "Hooligan": Mecz Widzew - Legia to klasyk, jak w Hiszpanii mecz Real - Barcelona. Najwięcej kibiców, najwięcej fanklubów w Polsce (Widzew ma podziemne fankluby nawet w Warszawie). Największe emocje, zadymy i wojny hoolsów. Bo kibic Widzewa ma trzech największych wrogów: Legię, ŁKS i policję. "Legia, złodziej!" - pokrzykują widzewiacy. - Legia - tłumaczą - kradła innym klubom najlepszych piłkarzy. Jak sobie jakiegoś upatrzyła, to zaraz dostawał powołanie do woja z propozycją odrabiania na boisku w barwach Legii. Janas, Kusto, Żmuda. Sprawy z lat 70. i 80., ale kibic wszystko pamięta. Pamięta - w kraju puste półki, kolejki i kartki na wszystko, a "Widzewik nasz ukochany" dokopał obu Manchesterom, Juventusowi, Liverpoolowi, najbogatszym klubom Europy.

Kaśka "Żyleta": Spadek Widzewa z ekstraklasy jest przesądzony. Na trybunach raczej będzie spokój. Po tym, jak czterech pseudokibiców Legii poturbowało piłkarzy Lecha, na stadion wejdą tylko 4 tysiące osób. I może trochę widzewiaków. Ale co zrobią ci, którzy na stadion nie wejdą?

Nowak "Hooligan": Z biletami zamieszanie od kilku dni. Dają, nie dają. Potem, że dla Widzewa będzie tylko 200 biletów. A dzisiaj od rana, że jak widzewiacy przyjadą do Warszawy, to sobie kupią pod stadionem.

Kaśka "Żyleta": "Spider" mówi, że na taki mecz nie opłaca się robić pełnej oprawy. Swoje dzieła pokazuje na zdjęciach:

- Zamawiamy w drukarni kartonowe arkusze. Maksymalnie 4 tysiące, bo tyle jest miejsc na odkrytej trybunie. Na komputerze robimy projekt obrazu. Według niego rozkładamy kartony. Każdy kibic zastaje na swoim miejscu rulon w odpowiednim kolorze i na znak rozkłada nad głową. Tak powstaje obraz.

Do tej pory najtrudniejsza była twarz Kazimierza Deyny z datami urodzin i śmierci.

Nowak "Hooligan": "Bolec" też robi w oprawie meczów. Jest "red workersem". To grupa widzewskich ultras odpowiedzialna za flagi, obrazy, petardy i bengale. Parę lat temu "Bolec" wymyślił kurtyny. Na wysokiej siatce oddzielającej kibiców od boiska wiesza się wielkie płótno z jakimś hasłem i szykuje niespodziankę. Potem jak w teatrze - kurtyna w dół i las transparentów. Wróg jest zaskoczony, nie wie, jak odpowiedzieć.

Kaśka "Żyleta": Największa satysfakcja "Spidera"? Projekt z meczu Legia - Valencia z 2002 roku. Herb Legii opracowywali jeszcze na kartce w kratkę. Każda kratka to krzesełko. Siedzieli nad tym dwa dni. Rozkładanie rulonów zajęło dziewięć godzin, bo trzeba było na żywo wszystko korygować.

Ten herb Legii z kartonów telewizja Eurosport News pokazywała co pół godziny w highlightsach z meczów pucharu UEFA.

Nowak "Hooligan: Dzisiaj "red workersi" biorą do Warszawy tylko parę flag i trochę rac. - Żadnej wielkiej oprawy, wiadomo, już na dworcu zrobią nam taką trzepankę, że żadna pirotechnika nie przejdzie.

Kaśka "Żyleta": Ile kosztuje przygotowanie jednego meczu?

- Bywa, że i 10 tysięcy - mówi "Spider". - Mamy na to fundusz. Klub płaci nam złotówkę od biletu. Ale jak będzie musiał płacić karę za awantury kibiców, to nam potrąci.

- Czyli za ostatni mecz z Lechem zapłacicie?

 

Przed meczem. Tarczownicy i pałkarze

Bader "Pies": Policjanci prewencji dzielą się po połowie na tarczowników i pałkarzy.

Policjant prewencji składa się z policjanta właściwego, czarnego drelichu, pałki służbowej, dwóch nagolenników, jednego ochraniacza przedramienia (pałkarze zakładają na lewe, tarczownicy - na prawe), "żółwia", czyli kamizelki przeciwuderzeniowej (kamieniochron) i białego kasku z szybą ochronną na twarz.

Tarczownicy mają tarcze.

Szafka każdego policjanta najbardziej obfituje w nakrycia głowy. Obok wspomnianego kasku jest w niej wojskowy hełm pomalowany na niebiesko, czapka zimowa oraz letnia.

Nowak "Hooligan": Prawdziwy ultras liczy swój staż wyjazdami. "Bolec" zaczął jeździć za Widzewem, kiedy miał 16 lat. Drugoligowy Widzew grał z Rakowem Częstochowa. - To były przeżycia. "Chłopcy, przechowajcie mi łańcuch" - poprosił w pociągu starszy kibol. Albo jak padło hasło "Wysiadamy, atakujemy policję". Z dworca na stadion Rakowa było 10 km, policja gnała nas w deszczu, potem zadyma, wtargnięcie na murawę i jeszcze gonitwa z konduktorami w powrotnej drodze, bo jechaliśmy bez biletu. Byłem tak skonany, że następnego dnia na warsztatach szkolnych, włączyłem strugarkę, oparłem się i zasnąłem. Zawiesili mnie w prawach ucznia, bo myśleli, że zaćpałem.

Na swoją pierwszą Legię "Bolec" ubrał się w garnitur i powiedział rodzicom, że idzie do kolegi na osiemnastkę.

Bader "Pies": Na patrole policjanci zabierają z magazynu "broń służbową". W 9. kompanii jest "na stanie" 99 pistoletów P-64. Najmłodszy pistolet jest trzy lata starszy od najstarszego posterunkowego w kompanii.

Nowak "Hooligan": 14.00. Zbiórka na dworcu Widzew. Na peronie oddział łódzkiej policji w pełnym uzbrojeniu, kaski, pały, krótka i długa broń. Cały czas filmują.

Bader "Pies": Chłopaki na ochotnika odrabiają w oddziałach prewencji zasadniczą służbę wojskową. To niemal wyłącznie ludzie z małych miasteczek z wielkim bezrobociem. Wszyscy marzą o pozostaniu w policji po odsłużeniu roku. Bardzo lubią wyjazdy na mecze. Wielu zamienia się z kolegami na służbę, żeby nie ominęła ich ta atrakcja.

Nowak "Hooligan": "Legia to stara k...., Legia to k.... jest..." - porykuje grupka na peronie. Dobrze, że kupiłem tylko metalowy znaczek (8 zł). Rozglądam się po dworcu. Tylko parę szalików, trochę grzecznej młodzieży w czerwieni, studenci ("Żwirek" z politechniki przełożył kolokwium, żeby jechać na Legię), jeden radca prawny, a ten w okularach pracuje w sekretariacie szkolnym. Żulia z dzielnicy (popijają pod drzewem) i kibice z największym stażem, w ogóle nie mają barw klubowych.

"Bolec" założył zielone bojówki i jakąś paskudną niebieską koszulkę "umbro" z białym kołnierzykiem. Od rana nic nie jadł. Mówi, że ma ściśnięty żołądek, jak przed pogrzebem najlepszego kumpla. - Ostatni wyjazd w pierwszej lidze. Teraz spadniemy nawet do piątej klasy, bo klub ma potworne długi. Będziemy na mecze rowerami jeździć - narzeka. - Taka uroczysta stypa - i to na stadionie wroga.

Bader "Pies": - Imprezy masowe to zawsze jakieś przeżycie - mówi Michał z 9. kompanii, który przed sypialnią za pomocą kija od szczotki jak przy linii ustawia buciory w postawie zasadniczej. - Zawsze to jakaś odmiana w codziennym patrolowaniu, jakaś adrenalina.

- Naparzaliście się już kiedyś?

- Na naszej kompanii jeszcze nikt nie użył środków przymusu bezpośredniego. Jesteśmy młodą kompanią. Dopiero dwa miesiące po ślubowaniu.

- To co się wydarzyło ciekawego?

- Był szczyt gospodarczy - mówi rozczarowany. - Nasza pierwsza wielka impreza, tygodnie przygotowań, musztry... Tyraliera podwójna klinem, tyraliera oskrzydleniem rozszerzonym, tyraliera skosem w lewo, dwukordon, kordon rozczłonkowany, kordon wiązanie za pasy... I nic. Żadnych zajść.

- A te buciory?

- Piętami do ściany, kilka centymetrów od listwy przypodłogowej.

W drodze na mecz. Nabojka Destrojersów

Nowak "Hooligan": 15.25 Odjazd. Pociąg specjalny rusza. Policja jedzie w osobnych wagonach. Nabojka wskoczyła w ostatniej chwili. "Klusek", "Żuraw", "Solo", "Paluch"... Tych ksyw szanujący się ultras Widzewa nigdy nie wymienia ("bo psy węszą"), a zwykły kibic ich nie zna. Po Widzewie krążą o nabojce legendy. 50 bojówkarzy ćwiczonych jak komandosi. Że lepsi od najlepszego GROM-owca. Zwykły policjant takiemu nie podskoczy. "Żuraw" ćwiczy 14 razy w tygodniu, same krav magi i sztuki zabijania.

 

 

Nabojka to szpica hoolsów. Każdy duży klub ma nabojkę. W Widzewie mówią na nich Destrojersi, albo DHW (Destrojers Hooligans Widzew), od grupy młodych hoolsów, którzy parę lat temu postanowili zasłynąć w lidze stadionowych chuliganów. Teraz Widzew jest w czołówce.

Nabojka tym razem w niewielkim składzie, najwyżej dziesięciu, siedzą razem. Na twarzach i głowach blizny. - Kierowniczku, idź stąd - młody o wdzięku pitbula wyprasza mnie z przedziału. Jakaś narada - widzę przez szybę.

Bader "Pies": Na godzinę przed wyjazdem odprawa dowódców kompanii.

- Strasznej sraczki dostali - mówi jeden z nich - skoro robią dodatkową odprawę.

Najtrudniejsze zadanie dla kompanii I, III i X. Są najstarsze, najbardziej doświadczone. Staną za "żyletą". Tylko niektórzy z policjantów (zawsze zawodowi) mają strzelby gładkolufowe.

Kaśka "Żyleta": - Gładkolufowe karabiny to nasza zmora - mówi "Spider". - Policjanci korzystają z nich coraz częściej, coraz mniej się kontrolują. Zamiast po nogach walą po twarzy. Kiedyś widziałem, jak policjant postrzelił kibica, odsłonił kask, widać było, jaką miał radochę.

Bader "Pies": - Czasami, dla zdrowotności, trzeba ich pogonić - mówi komisarz Misztal. - Ale jak uciekają, z pałami, tarczami, w pancerzu, nie mamy szans ich dopędzić.

Kaśka "Żyleta": "Spider" mówi, że odkąd w 1995 roku wycofano policję ze stadionów, jest bezpieczniej. Kiedy stali przy kibicach, ciągle dochodziło do awantur.

- Jest napięcie, obustronna niechęć i prowokacje. Kiedyś jechaliśmy na mecz Legii do Krakowa rejsowym InterCity. A tu policja stwierdziła, że chce nas mieć pod ręką, i ścisnęli nas w jednym wagonie, po kilkanaście osób w przedziale. A przecież każdy miał miejscówkę.

W drodze na mecz. Dwa Misztale

Bader "Pies": Porządku na stadionie"Legii pilnuje Misztal Edward - legenda polskiej milicji, pierwszy antyterrorysta Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, który w wolnej Polsce poszedł na swoje i założył agencję ochrony.

Z drugiej strony ogrodzenia, na placu przed stadionem, który policjanci nazywają "przedpolem", działać będzie Misztal Jarosław, dowódca V kompanii Oddziałów Prewencji Komendy Stołecznej Policji (zbieżność nazwisk przypadkowa).

Pozostałe kompanie staną w odwodzie poukrywane w zakamarkach miasta i na dworcu Powiśle, na który mają przyjechać kibice Widzewa.

- Naszym zadaniem jest wyeliminowanie z "przedpola" tych, których ochrona nie wpuściła na stadion, bo nie mieli karnetów uprawniających do wejścia - przemawia do swoich komisarz Misztal. - Za bramę pierwszą odpowiada sierżant Świerkosz, za bramę druga sierżant Mireczek. Nie można dopuścić, żeby przeskakiwali przez plot, co już wcześniej się zdarzało. W żadnym wypadku nie wolno przepuścić ABS-ów.

ABS-y to typy absolutnie bez szyi, którym Legia absolutnie wymówiła obecność na meczach. To oni są odpowiedzialni za awantury podczas meczu o Puchar Polski Legia - Lech.

Kaśka "Żyleta": Docieramy na stadion. Mało czasu do meczu, ale "Spider" miał spotkanie z promotorką swojej magisterki. Idziemy za trybunę odkrytą. Na trawie chłopaki z Sekcji przygotowują transparent.

Piotr rysuje wynurzająca się z wody dłoń z rozpaczliwe wygiętymi palcami. Obok napis: "Vuko w Wiśle".

Nowak "Hooligan": "Bąk" z "Kluskiem" proponują wódkę, przepraszają, że przegonili mnie z wagonu. To "Bąk" kilkanaście lat temu przerobił piosenkę z "Pana Wołodyjowskiego" na widzewską "Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o naszym Widzewie!".

Za Skierniewicami pociąg nagle staje. - K..., zerwali hamulec - zrywa się "Bąk". Do przedziałów wpada policja w kaskach, "Bąk" z "Kluskiem" przeciskają się z drugiej strony. Destrojersi wyglądają przez okno. Zerwany hamulec może oznaczać bitwę. Może jakiś honorowy hools z Widzewa zobaczył hoolsów Legii na zasadzce i zerwał, żeby się bić.

Zastanawiam się gorączkowo, czy zmieszczę się pod fotelem. Na szczęście się okazuje, że zerwał jakiś ultras z Rawy, bo kumple nie zdążyli wsiąść w Skierniewicach.

 

Zasadzki normalna rzecz. Jedna ekipa hoolsów jedzie na mecz, druga zasadza się po drodze. Jak wtedy, kiedy oklepali "Bąka".

Jechali autobusem, na parkingu czekał ŁKS. - Wszystko przez kierowcę, nie mógł zaparkować, cofał, potem do przodu, drzwi wąskie, nie zdążyliśmy wysiąść - opowiada piegowaty "Ryba". - A "Bąk" z paroma hoolsami skoczył pierwszy. ŁKS ich zmiótł. Cudem nikt nie zginął. Nie mogliśmy nic zrobić, leżeliśmy na podłodze, a ŁKS tłukł szyby.

Kaśka "Żyleta": Dlaczego Vuković tonie w Wiśle? "Spider" opowiada mi historię serbskiego zawodnika: - Mówił, że Legia to jego druga miłość po rodzimym Partizanie Belgrad. Zarzekał się, że nigdy nie podpisze kontraktu z żadnym z jej wrogów. Wierzyliśmy mu. Szanujemy piłkarzy, którzy nie grają tylko dla kasy, mają jakieś emocje, są trochę tacy jak my. I nagle szok: Vuko opuszcza Legię i rozważa przejście do klubu Wisła Kraków, najgroźniejszego rywala Legii ostatnich lat.

Vuković zagra dziś ostatni mecz w barwach Legii na warszawskim stadionie.

- Narysuj mu krótką linię życia - proponuje ktoś.

- Może przerywaną.

- Nie, to już za mocne, za głębokie dno.

W drodze na mecz. Lwy Potara

Nowak "Hooligan": Daję 20 zł, a "Potar" stempluję mi rękę "Robotniczym Towarzystwem Sportowym Widzew". Zbiera dla PKP za wynajęcie pociągu. - Za mną idzie "Klusek" i sprawdza. Kto nie ma stempla, wysiada - grzmi na cały wagon.

Młodzi się buntują, ale płacą. Płaci widzewska żulia, starzy ultrasi, młodzi szalikowcy. Bo "Potara" się słucha, jak szefa, ojca albo jak starszego brata. Jest niepisanym naczelnikiem kibiców Widzewa. Urodzony lider, zagada, przyciśnie do piersi i jesteś jego. W pijałce kibiców Widzewa, koło stadionu, gdzie obok zdjęć piłkarzy wisi bitwa pod grunwaldem i czasem wpadnie jakaś szpica ŁKS z bejsbolami, "Potar" pije piwo z sokiem malinowym przez rurkę. I nic - i autorytet mu nie spadnie ani o drobinę, a nawet rośnie, bo "Potar" jest oryginał. Wygląda jak docent doktor z dobrej uczelni, wyszczekany prawnik albo młody okulista z drugą specjalizacją (skończył żyrardowskie technikum elektryczne, to samo co Leszek Miler). Wysoki, wygolona głowa, okularki, dobrze skrojona marynarka. A 20 lat temu był biednym chłopakiem z Żyrardowa, którego kolega zaciągnął do Widzewa na mecz. - Byłem straszny zadzior. Jakbym teraz spotkał siebie sprzed 15 lat i byśmy poszli na solo, to on by mi wyrwał serce i zjadł - śmieje się "Potar". Też był chuliganem. - Za moich czasów biliśmy się bez sprzętu, tylko noga, ręka; no nie, używałem jeszcze pasa wojskowego i lało się klamrą, ale żadnych kijów, siekier i noży.

15 lat temu z kolegami z Żyrardowa uszyli flagę dla Widzewa, 25 metrów, z napisem "Nigdy nie będziesz szedł sam", tak jak na bramie Liverpoolu. Bo na stadionie profesor, kryminalista, bogaty i bezdomny siedzą razem i drą się na całe gardło. Są równi. Łączy ich honor, duma, lojalność. I wiara w Widzew.

- A barwy klubowe gdzie masz? - zaczepiam "Potara".

- Jestem zbyt ważną osobą dla klubu. Gdyby odebrali mi barwy, to klub by stracił na honorze. Ale barwy noszę. Zdejmuje szybko marynarkę i koszulę w kratkę. Pod spodem koszulka z wielkim herbem Widzewa. Na ramionach tatuaże: dwa lwy trzymające herb klubu i wściekły wilk z napisem "Widzew".

Bader "Pies": "Sprawdźcie naboje, hej k...y, sprawdźcie naboje. Sprawdźcie naboje..." - śpiewało kilkunastu przechodzących kiboli Legii.

- Zamknij paszczę, bo ci naszczę - odpysknął do najbliższego policjant.

Posterunkowy Prymula jest na pewno sporo od niego młodszy. Ma 19 lat i nawet cienia złości w sobie.

Policjanci nie mieli czego sprawdzać, bo żaden nie był uzbrojony w broń palną. Nawet kabury oficerów były puste.

Nowak "Hooligan": "Potar" mówi, że klub kibiców Widzewa to piramida złożona z mniejszych piramidek, ultrasów, redworkersów, hoolsów. Każda grupa jest potrzebna, Chuligani, żeby panować nad tymi młodymi wściekłymi. Mają posłuch, a jak nie, to młody dostanie po papie i się uspokoi. Każda ma swojego oficera. - To taka totalitarna demokracja, radzimy razem, a potem decyzję podejmuje dwóch-trzech, którzy są na samym czubku piramidy. "Potar" też jest na czubku.

Przed meczem. Chuliganka rządzi

Nowak "Hooligan": Na rogatkach Warszawy dosiada się policja warszawska. Każda stacja obstawiona.

 

"Bolec" też był hoolsem, pięć lat. W Widzewie prawie każdy "starszy" chuliganił. - Ale to była inna chuliganka. Jak kroiłeś gościa z szala, to najwyżej kopa w d..., trochę po pysku. Żadnych niehonorowych dymów. Umawiali się w parku, siedmiu na siedmiu i regularna najebka bez sprzętu. Potem była wielka ustawka w parku 3 Maja. 80 na 80, Widzew kontra ŁKS. Powiedziane było, że walczymy jak zwykle bez sprzętu. Podbiegam pod taką górkę, a tu facet leci na mnie z siekierą. Dałem nogę i skończyłem z chuliganką.

Bader "Pies": - 810! - trzeszczy radio - wyślij kilku chłopaków w stronę Kaczyńskiego, bo się gromadzą!

- Jakiego Kaczyńskiego? - odwrzeszczał 810.

- No, Lecha.

- A on z której kompanii?

- Z żadnej! - wściekł się 810. - Mówię o tym na billboardzie!

- Już się robi, dowódco.

Nowak "Hooligan": Rok temu "Bolec" zrobił licencjat z dziennikarstwa w jednej z prywatnych łódzkich szkół. Napisał pracę o problemie chuligaństwa na stadionach. W rysie historycznym cofnął się do meczów przedwojennych, kiedy na boisku Wojskowego Klubu Sportowego w Łodzi kibice oficerowie gonili z szablami sędziego ze Lwowa, aż odwołał rzut karny. Historię chuligaństwa "Bolec" doprowadza do maja 2003, kiedy w starciach między chuliganami Widzewa i wracającymi po meczu fanami Śląska Wrocław zginął 16-letni wrocławianin. Jeden z rozdziałów zatytułował "Od Klubu Kibica do gangu".

Starzy ultrasi narzekają na hoolsów, na tych młodych, "co jeszcze wczoraj stali po bramach na dzielnicy, a teraz pchają się na stadion". - Chuliganka rządzi - mówią ultrasi. - To rak, który pożera kluby w całej Polsce.

- Nieraz już mi się chciało przez nich płakać - żali się piegowaty "Ryba" (red workers). - Robią wszędzie taką trzodę, że wstyd. Narobimy się przy oprawie, a hools weźmie sobie race i wypierniczy na murawę. I klub płaci karę. Ale on ma klub w d... Barwy też ma w d... Mówią, że barw nie noszą, bo chcą być bardziej anonimowi dla policji. Napierdolka ich tylko interesuje. Nie wiem, co oni będą robić, jak spadniemy do piątej ligi. Jakichś wieśniaków po polach będzie ganiać?

- No to po co ich wzięliście?

- Dla bezpieczeństwa, żeby nas bronili przed chuliganami z Legii. Bo teraz nie ma żadnych zasad, reguł. Siekiera, tasak, liczy się tylko zwycięstwo. Zamiast bić się honorowo, to legioniści biorą różne wynalazki z miasta, no, takich ćwiczonych gości, co na stadionie nigdy nie byli. Potem budzisz się obok takiego w szpitalu, gadasz i się okazuje, że nie zna żadnego piłkarza i nie jest pewny, w jakich barwach walczył. A jak zabije, to przecież nikt na niego nie doniesie. Nie wolno kablować policji. Bo kabel to gorzej niż Legia, niż pies, niż w ogóle coś najgorszego.

A hoolsi narzekają na ultrasów. - Nachleją się, narobią sobie kłopotów, to dzwonią, musimy jechać ich ratować. Ultrasi zrobili się megaleniwi. Kiedyś każdy kibic leciał bronić flagi, a teraz hoolsów posyłają.

Mecz. Nakarmimy psa

Kaśka "Żyleta": Nadchodzi wiadomość, że kibice Widzewa nie tylko nie będą na meczu, ale nawet nie podejdą pod stadion. Policja zawróciła ich pociąg na stacji Warszawa Powiśle.

Grupka nad transparentem markotnieje.

- Bez sensu,

- Co to za mecz!

- Beznadzieja.

Nowak "Hooligan": Kiedy po rozmowie z policją "Potar" przyniósł wiadomość, że nawet nie wypuszczą nas na peron, w pociągu specjalnym czuło się początek trzeciej wojny światowej. "Potar" chodził po wagonach i uspokajał - nie dymimy, nie rzucamy śmietnikami, butelkami. Nic. Oni teraz tylko czekają na jakiś dym, żeby potem powiedzieć: mieliśmy rację, że nie wpuściliśmy tych bandytów z Widzewa.

 

Kaśka "Żyleta": Mecz już się zaczyna, a my wciąż nad dosychającym transparentem. Kiedy wchodzimy na żyletę, piłka już w grze. Nikt nie siedzi, wszyscy stoją na krzesełkach w klubowych szalikach. Najmłodszy kibic ma może sześć lat, najstarszy koło pięćdziesiątki. Jest kilka dziewczyn. "Spider" krząta się pod płotem z transparentami. - Na meczu jest zawsze tyle roboty, że nie ma czasu oglądać.

Nowak "Hooligan": Pijanego "Woleja" (64 wyjazdy) nosi po wagonie. - Zamknęli jak bydło. Panowie, wypuśćcie - otwiera drzwi na korytarz pełen policjantów w kaskach. - Jestem polskim obywatelem, przyjechałem do stolicy, chcę wysiąść z pociągu. Przecież nie jestem jakimś Irakijczykiem... Policjanci psikają gazem. Nie ma gdzie uciekać. Sąsiednie wagony pełne. Szale, koszulki, chusteczki na usta i nosy, czekamy, aż się wywietrzy.

- Rwij! "Potar" każe rwać hamulec - "Guma" z komórką przy uchu krzyczy do chłopaka przy drzwiach.

- Jak mam rwać, kiedy psy pilnują hamulca.

- A z drugiej strony?

- Też psy.

Kaśka "Żyleta": Na stadion chce się przedostać grupka kibiców Legii bez karnetu. Próbowali wejść przez bramę, którą nie wiadomo czemu otworzyła nagle ochrona. Ale zostali przegonieni.

- Prowokacja! - słychać okrzyki i nagle wszyscy zeskakują z krzesełek. Zbiegają z trybun w stronę bramy, żeby wspomóc swoich. Zatrzymują się tylko na moment, bo sędzia właśnie podyktował karnego dla Legii. Prowadzimy 2:0. Za chwilę w stronę ochrony lecą kamienie i nogi od plastikowych stolików

Bader "Pies": Przy "żylecie" na ochroniarzy posypały się kamienie. Rozpoczyna się łomotanina kiboli z Misztalowcami. "Ochroniarze, ch... wam w twarze" - skandują kibice. V kompania staje w szyku. Stoją spokojnie i się przypatrują. Kogo zwiną ochroniarze, oddają policjantom. "Zawsze i wszędzie policja j... będzie" - ryczy żyleta, a potem: "My, czterej pancerni, powrócimy wierni, nakarmimy psa, psa, psa!".

Kaśka "Żyleta": Ochrona odkopuje spadające kamienie jak piłki. Potem rusza na kibiców z pałkami i rottweilerami na smyczy. Zagania wszystkich z powrotem na trybunę.

Kilku mężczyzn zostaje wyciągniętych za ręce po ziemi poza stadion. Tam czeka w pogotowiu policja z karabinami.

Bader "Pies": - Panowie - mówi z uśmiechem do swoich komisarz Misztal. - Wyrównać mi ten szereg. Trzeba dbać o estetykę. A pan dokąd?!

- Na mecz - mówi spóźniony kibic. - Mam karnet. Byłem na zajęciach i nie mogłem się urwać.

- Bardzo współczujemy, panie kolego, że musi się pan uczyć, ale my tu prowadzimy działania, więc proszę się udać do miejsca zamieszkania.

Kaśka "Żyleta": "Spider": Kiedyś kibic Arki Gdynia dostał pracę w policji. Zarzekał się, że nie będzie bił swoich, że będzie łagodny. Ale w kasku nikt go nie poznał. Dostał parę razy kamieniem i przeszły mu sentymenty.

Bader "Pies": Dowódcy kompanii zeszli się w gromadkę i gawędzą.

- W Auchan jest kibelek turystyczny za 300 złotych - mówi jeden.

- Duży? W normalnym samochodzie można wozić czy tylko w kempingach?

- Niewielki. Gabaryty mikrofalówki.

Kibole Legii ryczą: "Białe kaski robią laski!".

 

Policjanci mają białe kaski.

- A pan Edzio Misztal trafił do szpitala, bo go pogryzł jego własny rottweiler - plotkuje jeden z oficerów. - Nie miał nawet do niego pretensji. Po co wyciągał mu z mordy kocurka?

Mecz. Sssssssss

Kaśka "Żyleta": Bramki dla Legii sypią się gęsto, jedynym stresem jest teraz to, kiedy i czy wyjdzie Vuko. Czyżby bał się pożegnania, jakie przygotowali mu kibice?

Żyleta śpiewa: "Widzew, k...się, ostatni rok w ekstraklasie".

Po piątej bramce ktoś rzuca hasło: - No dobra, Żydzi do gazu, my do domu".

Ktoś inny podchwytuje: "Żydzi do gazu, Sssssss".

Za chwilę cała odkryta syczy: "Sssssss,s cyklon B".

I dalej: "Widzew be, cyklon OK".

Nowak "Hooligan": "Potar" na peronie pertraktuje z policją. Dzwoni do Legii, do PZPN. Gra na czas, chce, żeby zdążył przedstawiciel PZPN i potwierdził, że w pociągu nie ma siekier i tasaków.

Chodziłem po pociągu jak szpieg. Żadnych tasaków, siekier i noży. Od tego szpiegowania znaczek mi się w klapie przekręcał, więc mnie ciągle ktoś tykał: - Ty, znaczek popraw, jak nosisz.

Kaśka "Żyleta": "Spider" zawiesza transparent, bo już nie ma co czekać na Vuko. Widzew zostaje ośmieszony i upokorzony: 0:6. Vuković do końca nie wystawi nosa na stadion. Po meczu żegna go spiker przy gwizdach ze strony żylety. Chłopak stojący niedaleko mnie próbuje coś krzyknąć w jego obronie, ale szybko tego żałuje. Dwóch osiłków rzuca się na niego, ściąga ze schodów, przypiera do ziemi: - Vuko to sprzedawca, kłamca!

Chłopak wstaje blady z przerażenia.

Po meczu. Pinokio

Nowak "Hooligan": Komisarz Waldemar Świątek, dowódca oddziału łódzkiej policji, która pojechała z nami do Warszawy i z powrotem, powiedział mi, że nie wie, kto wymyślił te noże i tasaki. - Ja nic takiego nikomu nie meldowałem.

"Bolec" przeszedł z kolejarzami cały pociąg. Spisywali straty. Zajrzałem do protokołu. Jedno oparcie fotela wygięte, brak dwóch śmietniczek, trzy śmietniczki wygięte.

Następnego dnia przeczytałem, że do Warszawy przyjechało 250 kibiców Widzewa, ale policja znalazła przy nich tasaki, noże i inne niebezpiecznie narzędzia i wysłała ich z powrotem do Łodzi.

Bader "Pies": - A jak byliśmy na górnikach pod URM-em - opowiada komisarz Misztal - mieliśmy nakręconego faceta, który zamierza się pojemnikiem z farbą. Złapaliśmy gościa, bo budynek był potem do odmalowania, ale on przed sądem powiedział, że owszem, zamierzał się, ale nie rzucił, i sąd go zwolnił.

Bo my, panie redaktorze - teraz komisarz mówił tylko do mnie - jak by nie rządziła ekipa, zawsze stoimy twarzami do niezadowolonych tłumów i plecami do rządzących.

Nowak "Hooligan": "Potar" chce zmienić oblicze Widzewa. Stąd akcje charytatywne, dożywiania dla dwojga dzieci ufundowane przez kibiców, Dzień Dziecka na stadionie. Dlatego kibice oddają honorowo krew pod stadionem.

- Kiedyś oddaliśmy 100 litrów, karetki jeździły tam i z powrotem.

- Jest jeszcze co ratować? Przecież na waszej murawie mlecze kwitną, bo się kosiarka zepsuła.

- Jak wiesz, że twój pies jest tak chory, że na pewno zdechnie, to i tak pędzisz do weterynarza, żeby go ratował.

Kaśka "Żyleta": "Spider" z kolegami naciągają na płocie drugi transparent, podobny do poprzedniego. Ale napis inny: Vuko = PINOKIO.

Dziękujemy tygodnikowi "Nasza Legia" za pomoc w przygotowaniu tekstu