Poprzeczka w górę - Szkolenie w OPP Białystok

( "Gazeta Policyjna" nr.28/2004)

To nie jest dziełem przypadku, że podczas ostatniego szczytu w Warszawie właśnie policjanci z OPP w Białymstoku podjęli dwie udane interwencje ratujące życie: matki i dziecka z pożaru oraz starszego mężczyzny, po trzech zawałach, który stracił przytomność. Właściwa ocena sytuacji, umiejętna reakcja, zimna krew - to coś, czego można się nauczyć. I co można wyszkolić.

W tej jednostce zastępcą dowódcy do spraw szkolenia i działań jest od pół roku podinsp. Robert Częścik. Jest to powrót, ponieważ wcześniej był dowódcą kompanii antyterrorystycznej, znajdującej się w strukturze OPP (dziś - samodzielny pododdział). Odnawiał też regularnie kontakt z dawnymi znajomymi, gdy - będąc jednym z sędziów w turniejach par patrolowych, traktowanych jako doskonalenie zawodowe, więc obowiązkowych dla wszystkich - obserwował i wysoko oceniał zmagania reprezentantów Białegostoku, lokujących się, jak wiemy, od dawna "w czubie" tabeli. Szkolenie zawsze było tu traktowane bardzo poważnie i nie trzeba było niczego odbudowywać czy tworzyć od podstaw.

 

 

Przewaga oddziałów prewencji nad innymi komórkami w Policji polega na tym, że szkolenie ma naprawdę permanentny charakter, wymiar czasowy jest również znacznie większy - trzy dni w miesiącu wyłącznie na podwyższanie kwalifikacji, 60-80 godzin "wuefu" rocznie, ale dodajmy od razu, że zdecydowana większość policjantów korzysta z istniejących warunków i uprawia sport w znacznie poszerzonym wymiarze czasowym. Jest taka zdrowa moda i przykład z góry. Sam pan Robert biega, jeździ rowerem, uprawia siatkówkę, piłkę ręczną, sporty walki, boks, jest płetwonurkiem. Od czasu do czasu, żeby, jak mówi, nie zgnuśnieć za biurkiem, lubi także osobiście poprowadzić zajęcia sportowe.

 

- Jest to również okazja dla młodych, sprawnych i ambitnych ludzi, żeby wykazać się, zaznaczyć swoją obecność. Oni przecież dopiero uczą się zawodu i na wyniki w służbie musimy trochę zaczekać - mówi podinsp. Częścik, który pamięta swoje początki w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy po trzech latach zrezygnował z nauki w Wyższej Szkole Morskiej i wybrał milicyjny mundur. Wkrótce z wyróżnieniem zdał do szkoły w rodzinnym Szczytnie i ukończył ją, też z wyróżnieniem, w 1991 r. Został tam dydaktykiem, w ostatnim czasie - od taktyki i techniki interwencji.

***

 

 


 

W Białymstoku, jak stwierdza, zastał ludzi znakomitych i kreatywnych, a z najbliższych współpracowników szczególnie wyróżnia st.asp. Jarosława Zalewskiego. Do tego dołożył własne doświadczenia i wiedzę wyniesioną z WSPol., w postaci wypracowanego tam warsztatu, nowych metod, sprawdzonych sposobów sporządzania dokumentacji, wykorzystywania środków dydaktycznych, np. projektorów do prezentacji multimedialnej, wypożyczanych z prewencji albo kadr i szkolenia komendy wojewódzkiej. Laptop ma prywatny.

 

- Chętnie odwołujemy się do potencjału ludzi spoza OPP, fachowców w danej dziedzinie, między innymi z wydziału kryminalnego, z izby dziecka. Dodam, że dzieje się tak na zasadzie wzajemności, ponieważ my także szkolimy. Rozmaite komórki zwracają się o to do nas z prośbą. Współpracujemy ponadto w razie potrzeby z podmiotami zewnętrznymi. Nie chodzi przecież o partykularyzmy i ambicyjki, ale o końcowy efekt w formie wszechstronnego przygotowania zawodowego - podkreśla mój rozmówca.

- Mamy na przykład w strukturze każdego pododdziału sanitariuszy i strażaków, którzy są odpowiednio wyposażeni i przeszkoleni. Nas to jednak nie zadowala, w związku z czym nasi strażacy odbyli kursy w szkole pożarnictwa w Łapach, a sanitariusze mieli okazję doskonalić się w stacji pogotowia ratunkowego. Najnowszy pomysł jest następujący: zamierzamy w ramach pewnego eksperymentu wytypować spośród 12 sanitariuszy 3 najbardziej zaangażowanych i zainteresowanych oraz zorganizować im praktyki w pogotowiu. Żeby w ramach dyżuru mogli jeździć wraz z załogą ambulansu do wybranych wezwań. I żeby jeszcze lepiej potrafili pomóc ludziom, co i tak niejednokrotnie się zdarzyło i w samym Białymstoku, i gdzie indziej.

 

 

Warto przypomnieć te dwie "gościnne" interwencje z Warszawy. Na Okęciu patrol pieszy zauważył nocą, że właśnie stanął w płomieniach budynek, do którego nie było dostępu od frontu i klatki schodowej zajętej przez błyskawicznie rozprzestrzeniający się ogień. Policjanci z białostockiego OPP pobiegli na podwórze i w oknie bardzo wysokiego parteru ujrzeli matkę z maleńką córeczką. Uratowali obie. A wszystko zdarzyło się jeszcze przed przybyciem powiadomionych pożarników.

 

W parku Sowińskiego w trakcie majówki zasłabł starszy pan. Przebywający w pobliżu policjanci stwierdziwszy brak podstawowych funkcji życiowych, natychmiast przystąpili do trwającej około 20 minut reanimacji, aż do momentu pojawienia się karetki pogotowia. Lekarz nie miał wątpliwości, że błyskawicznie udzielona i fachowa pomoc uratowała ludzkie życie. Tego rodzaju fakty, spopularyzowane i szeroko komentowane, mają ogromny wpływ na społeczną ocenę Policji w ogóle, a oddziałów prewencji - czasem traktowanych po macoszemu - w szczególności. Tymczasem służba patrolowa to podstawa, a w jej ramach można zrobić sporo konkretnych i dobrych rzeczy.

***

- Nie chodzi o próbę konkurowania z uznanymi fachowcami wydziału prewencji, i nie zostało to w ten sposób odebrane, ale zrealizowaliśmy objęty patronatem Kancelarii Prezydenta RP program "Bezpieczna kobieta". Pozyskaliśmy wśród policjantów specjalistów z zakresu prawa, psychologii, prewencji kryminalnej, wiktymologii, kryminalistyki (rysownik portretów pamięciowych), którzy opisywali metody działania sprawców, pokazywali sposoby uniknięcia trudnych sytuacji. Dopiero ostatnie 10 godzin zajęć poświęcone były na wpojenie pewnych dobrych nawyków i przedstawienie elementów ostrożnego reagowania. Rozwialiśmy złudzenia, że szybko i łatwo można opanować sztukę samoobrony, a jeśli nawet ktoś oferuje takie kursy, jest zwykłym naciągaczem. Chodzi raczej o nauczenie się analizy sytuacji i diagnozowania zagrożenia, rozładowywania agresji napastnika, przekształcenia lęku paraliżującego w lęk konstruktywny.

Jak dowiedziałam się, panie - w liczbie dwudziestu - były niezwykle pilnymi uczennicami. Kurs pilotażowy, realizowany w blokach tematycznych, trwał od marca do czerwca i był całkowicie bezpłatny. Jego uczestniczkami zostały pracownice cywilne, żony, córki policjantów. To na początek. Po wakacjach przewidziana jest kolejna edycja, tym razem dla innych mieszkanek miasta, ze sfeminizowanych środowisk zawodowych, pracujących w systemie zmianowym itd.

***

 

 

- Podoba mi się polityka kadrowa KWP w Białymstoku, polegająca na tym, że mnóstwo przychodzących do Policji młodych trafia do OPP. To jest szkoła charakteru, dyscypliny i samodyscypliny, kształtowania dyspozycyjności, tu wpajane są podstawy rzemiosła policyjnego. Część adeptów później odchodzi, pozostając w pionie prewencji albo i nie. Wszędzie jednak na Podlasiu zyskują opinię dobrego "materiału" na policjanta każdego pionu. Niektórzy... wracają, wedle powiedzenia, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Cieszy mnie liczba raportów w związku z podejmowanymi studiami. Cały oddział to około 300 osób, osób posiadających wyższe wykształcenie mamy natomiast 50, a będących w trakcie jego zdobywania - 37.

 

Oczekiwaną nowością (sprawdzoną w Szczytnie) będzie przewidziany do realizacji latem zakup simunition, czyli amunicji farbującej do szkolenia strzeleckiego w warunkach najbardziej zbliżonych do realnych. Do tego celu zostaną niewielkim kosztem zaadaptowane pomieszczenia po dawnej kotłowni i składzie opału. Co więcej? Na razie policjanci ćwiczą na strzelnicy wojskowej, ale do końca roku będzie oddana własna, nowoczesna, o 25-metrowej osi.

Na bieżąco odbywa się tak zwana identyfikacja potrzeb szkoleniowych, za pośrednictwem dowódców pododdziałów, a właściwie zastępców dowódców kompanii, bo oni są kierownikami grup szkoleniowych. Znają dokładnie słabe strony policjantów, rozmawiają z nimi na co dzień. Roczny program szkolenia jest planem ramowym, leniwi mogą ograniczyć się do jego realizacji, bardziej ambitni - uzupełniają go bądź dynamizują w zależności od zapotrzebowania, wprowadzają korekty.

Na przykład zasygnalizowano skomplikowaną naturę interwencji domowych, zawiłości prawa cywilnego i brak dostatecznej wiedzy o zachowaniu się w tych ogromnie nasyconych emocjami sytuacjach. Innymi podjętymi dodatkowo zagadnieniami były przykładowo: charakterystyka nowych ruchów społecznych, zdarzenia o charakterze terrorystycznym (realizowane poglądowo z pomocą pirotechników ze SPAP, żeby, jak obrazowo wyraził się zastępca dowódcy, policjant umiał odróżnić kostkę trotylu od kostki mydła, a plastik od plasteliny), przyczyny i symptomy zachowań suicydalnych, konsekwencje psychologiczne użycia broni oraz postępowanie z cudzoziemcami, jako że do granicy stąd niedaleko.

Jest nadzieja na rozpoczęcie od września kursów językowych. Będzie też podjęty, wspólnie z Fundacją Helsińską, temat Karty Praw Ofiary. Nie ma mowy o zaniedbywaniu samej kadry, są zajęcia dla dowódców pododdziałów - ćwiczenia i treningi dowódczo-sztabowe, usprawnianie administrowania i całej "buchalterii".

***

Powodów do zadowolenia jest wiele. Prócz wspomnianych, także oczko w głowie - pluton do ochrony VIP oraz znakomicie i na równi z poziomem dyktowanym przez OPP spisujące się trzy kompanie nieetatowego oddziału prewencji z Białegostoku, Łomży oraz Suwałk. No i przede wszystkim - imponujące wyniki uzyskiwane w służbie patrolowej. Od 1998 roku systematycznie rośnie liczba zatrzymań na gorącym uczynku i wynosi za kolejne lata: 220, 318, 530, 951, 1241 aż do 1356 w roku ubiegłym! Pięć i pół miesiąca bieżącego roku zamknęły się 608 zatrzymaniami sprawców przestępstw, w tym 339 - przestępstw kryminalnych. Do tego momentu zatrzymano też 147 osób poszukiwanych i 303 osoby z przedmiotami pochodzącymi z przestępstwa, niewiadomego pochodzenia lub, których posiadanie jest zabronione, uzyskano 130 informacji o znaczeniu operacyjnym.

- Bardzo bym chciał, żeby policjanci z OPP przestali być kojarzeni wyłącznie z pałką i zadymą na meczu, ale żeby postrzegano ich jako ludzi życzliwych, pomocnych, udzielających się sportowo i społecznie, otwartych, fajnych. Dobrym zjawiskiem jest to, że oni sami chętnie się już przyznają do swojej jednostki, że identyfikują się z OPP, który staje się powoli znakiem dobrej policyjnej roboty.

JOLANTA ŚLIFIERZ